Powered By Blogger

piątek, 11 listopada 2011

Podsumowanie trasy ;)

No i tak oto wróciliśmy cali i zdrowi z wypadu do Finlandii. Bez przygód oczywiście się nie obyło ale tak już musi być...
Ale zacznijmy od początku...

       Piątek koło południa, dzwoni Robson że jedzie jutro na Fin i pada pytanie
  - Jedziesz ?
  - Myśle sobie - w pracy urlop to mogę jechać
  - A jaaak :D - odpowiadam
 
 Zacząłem się pakować, ubrania, ręcznik, przybory do golenia, szczoteczka i masa innych pierdół, trochę tego trzeba zabrać. Szybki kursik do sklepu po jedzenie no i jesteśmy gotowi ;D

   W sobote zjedliśmy obiad, ojciec poszedł spać a ja wyszedłem jeszcze się spotkać zosobą tak mi ważną żę mój mały rozumek tego nie ogarnia dlatego słowami nie jest w stanie tego okreslić ;) . I tak koło godziny 16:30 wyjechaliśmy ;)

Zaraz za Markami jako że i ojciec i szef chcą żebym jeździł przesiadłem się na fotel kierowcy...Ogólnie zrobiłem koło 200 km bo za granicą to lepiej uważać, w Polsce to jedynie mandat 500zł można dostać więc nie taka kara straszna :P za granicą cofałem pod rampy w ramach treningu :)

  Koło północy byliśmy na granicy, po drodze wpadliśmy jeszcze do Łomży po łańcuchy do zabezpieczenia ładunku, ale o nim później. W Suwałkach zatankowaliśmy Shoguna na Orlenie  i pomknęliśmy dalej, Pauzę zrobiliśmy na Litewskiej stacji i poszliśmy spać. Niedziela rano pobudka i gonimy dalej, dolecieliśmy na Łotwe i zrobiliśmy przerwę na obiad nad samym Bałtykiem.

  Następny przystanek Tallin, port terminal A i trzy godzinne oczekiwanie na prom M/s Norlandia do Helsinek. Promik przyjemny raczej pasażerski, zjedliśmy kolacje w barze, wykąpaliśmy się i czas spać. Płynęliśmy koło sześciu godzin, dość długo ale przynajmniej się wyspałem :P

Poniedziałek rano- wyjechaliśmy z promu i od razu na rozładunek w mieścinie Espoo, tu zaczeły się oczywiście przygody bo nikt nie wiedział gdzie i kto ma to rozładować...po 30 min mojego biegania z papierami po wszystkich biurach, magazynach i rampach znalazł się człowiek który się tego podjął, do zdjęcia mieli 7 palet makaronu a że wózkowy był trochę nie ogarnięty to rozwalił jedną paletę bo spadła mu z wideł...nie nasz problem, zamykamy drzwi naczepy i gnamy na miejsce drugiego rozładunku Metsala, Helsinki. Magazyny Schenkera nas witaja ;)

    Miła rozmowa z panią w biurze i rozładowali nas przed wszystkimi xD
 Tak więc nadszedł czas na ostatnią zrzutkę. Obraliśmy cel na Vihtavuori i koło godziny 16 byliśmy na miejscu. Do rozładowania 5 palet i jakaś maszyna..jak zobaczyłem ich wózek to się troszkę zmartwiłem..stary ledwo jeżdzący widlak, palety rozładowałem sam paleciakami ale maszyna za duża i za ciężka...oni poszli zastanawiać się co z tym zrobić a ja poszedłem znowu zagadać panią w biurze...opłaciło się dostałem herbatkę i kanapki ;D
    Posiedziałem pogadałem ale czas się ruszyć bo następnego dnia rano mieliśmy załadunek oddalony o 300 kilometrów na północ a musieliśmy być tam rano...Poszedłem do kierownika i mówie dawaj wózek ja z Robsonem coś wymyślimy, zgodził się.

        Wpadłem na genialny pomysł i zabrałem się do realizacji ;P podnieśliśmy widlakiem maszynę z jednej strony, przypieliśmy ją pasami do wózka i trochę pociągnęliśmy, od drugiej strony daliśmy dwa paleciaki i takim oto sposobem wyciągnęliśmy maszynę na zakład..były oklaski i w ogóle. Podszedł do mnie sam szef tejże firmy gratulując i stwierdzając że Polacy to dobrzy ludzie, my nie mając czasu na rozczulanie się wskoczyliśmy do kabiny i pognaliśmy dalej. Stanęliśmy około 100 km przed załadunkiem na leśnym parkingu.

      We wtorek rano dzwoni do nas Marcin, syn szefa (też kierowca) że stoi na Shellu 50 km od nas i ładujemy to samo :) dolecieliśmy do Marcina, szybka kawa i lecimy na załadunek...dojazd 10 km lasem do kamieniołomu gdzie mieliśmy zabrać po dwa kamienie na auto. Droga dojazdowa trochę wymagająca ale daliśmy rade :P  kamienie ważyły 5 i 19 tony, ładowali nas pracujący tam Rosjanie ( ja z nimi chlapnąłem troszkę wódeczki xD ) skończyli załadunek, my zabezpieczyliśmy kamienie łańcuchami i czas wracać do domu ;D

 Potem były już tylko uciekające kilometry i godziny rozmów na CB
   Z Marcinem rozstaliśmy się w Suwałkach. nam skończył się czas jazdy więc staneliśmy na Shellu w Suwałkach a on poleciał dalej do Łomży ( ruszyliśmy razem i mieliśmy te same godziny jazdy ale to jak on jechał dalej pozostawie w tajemnicy, ten kto się orientuje w tych tematach to będzie wiedział o co kaman :P ) Ja poszedłem do biedronki po chleb, zjedliśmy kolacje i poszliśmy spać. Rano pobudka i gonimy do domu, mniej więcej w Czwartek o 11 byliśmy w domu

     Robson podchodzi do mnie i pyta
  - Żałujesz ?
  - Tak..odpowiadam
   Widzę jak na jego usta ciśnie się pytanie " O co kurwa chodzi ??!! "
  - Żałuję że tak rzadko to robimy :D

                                                                        Dziękuję za lekturę :)
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz