No i tak oto wróciliśmy cali i zdrowi z wypadu do Finlandii. Bez przygód oczywiście się nie obyło ale tak już musi być...
Ale zacznijmy od początku...
Piątek koło południa, dzwoni Robson że jedzie jutro na Fin i pada pytanie
- Jedziesz ?
- Myśle sobie - w pracy urlop to mogę jechać
- A jaaak :D - odpowiadam
Zacząłem się pakować, ubrania, ręcznik, przybory do golenia, szczoteczka i masa innych pierdół, trochę tego trzeba zabrać. Szybki kursik do sklepu po jedzenie no i jesteśmy gotowi ;D
W sobote zjedliśmy obiad, ojciec poszedł spać a ja wyszedłem jeszcze się spotkać zosobą tak mi ważną żę mój mały rozumek tego nie ogarnia dlatego słowami nie jest w stanie tego okreslić ;) . I tak koło godziny 16:30 wyjechaliśmy ;)
Zaraz za Markami jako że i ojciec i szef chcą żebym jeździł przesiadłem się na fotel kierowcy...Ogólnie zrobiłem koło 200 km bo za granicą to lepiej uważać, w Polsce to jedynie mandat 500zł można dostać więc nie taka kara straszna :P za granicą cofałem pod rampy w ramach treningu :)
Koło północy byliśmy na granicy, po drodze wpadliśmy jeszcze do Łomży po łańcuchy do zabezpieczenia ładunku, ale o nim później. W Suwałkach zatankowaliśmy Shoguna na Orlenie i pomknęliśmy dalej, Pauzę zrobiliśmy na Litewskiej stacji i poszliśmy spać. Niedziela rano pobudka i gonimy dalej, dolecieliśmy na Łotwe i zrobiliśmy przerwę na obiad nad samym Bałtykiem.
Następny przystanek Tallin, port terminal A i trzy godzinne oczekiwanie na prom M/s Norlandia do Helsinek. Promik przyjemny raczej pasażerski, zjedliśmy kolacje w barze, wykąpaliśmy się i czas spać. Płynęliśmy koło sześciu godzin, dość długo ale przynajmniej się wyspałem :P
Poniedziałek rano- wyjechaliśmy z promu i od razu na rozładunek w mieścinie Espoo, tu zaczeły się oczywiście przygody bo nikt nie wiedział gdzie i kto ma to rozładować...po 30 min mojego biegania z papierami po wszystkich biurach, magazynach i rampach znalazł się człowiek który się tego podjął, do zdjęcia mieli 7 palet makaronu a że wózkowy był trochę nie ogarnięty to rozwalił jedną paletę bo spadła mu z wideł...nie nasz problem, zamykamy drzwi naczepy i gnamy na miejsce drugiego rozładunku Metsala, Helsinki. Magazyny Schenkera nas witaja ;)
Miła rozmowa z panią w biurze i rozładowali nas przed wszystkimi xD
Tak więc nadszedł czas na ostatnią zrzutkę. Obraliśmy cel na Vihtavuori i koło godziny 16 byliśmy na miejscu. Do rozładowania 5 palet i jakaś maszyna..jak zobaczyłem ich wózek to się troszkę zmartwiłem..stary ledwo jeżdzący widlak, palety rozładowałem sam paleciakami ale maszyna za duża i za ciężka...oni poszli zastanawiać się co z tym zrobić a ja poszedłem znowu zagadać panią w biurze...opłaciło się dostałem herbatkę i kanapki ;D
Posiedziałem pogadałem ale czas się ruszyć bo następnego dnia rano mieliśmy załadunek oddalony o 300 kilometrów na północ a musieliśmy być tam rano...Poszedłem do kierownika i mówie dawaj wózek ja z Robsonem coś wymyślimy, zgodził się.
Wpadłem na genialny pomysł i zabrałem się do realizacji ;P podnieśliśmy widlakiem maszynę z jednej strony, przypieliśmy ją pasami do wózka i trochę pociągnęliśmy, od drugiej strony daliśmy dwa paleciaki i takim oto sposobem wyciągnęliśmy maszynę na zakład..były oklaski i w ogóle. Podszedł do mnie sam szef tejże firmy gratulując i stwierdzając że Polacy to dobrzy ludzie, my nie mając czasu na rozczulanie się wskoczyliśmy do kabiny i pognaliśmy dalej. Stanęliśmy około 100 km przed załadunkiem na leśnym parkingu.
We wtorek rano dzwoni do nas Marcin, syn szefa (też kierowca) że stoi na Shellu 50 km od nas i ładujemy to samo :) dolecieliśmy do Marcina, szybka kawa i lecimy na załadunek...dojazd 10 km lasem do kamieniołomu gdzie mieliśmy zabrać po dwa kamienie na auto. Droga dojazdowa trochę wymagająca ale daliśmy rade :P kamienie ważyły 5 i 19 tony, ładowali nas pracujący tam Rosjanie ( ja z nimi chlapnąłem troszkę wódeczki xD ) skończyli załadunek, my zabezpieczyliśmy kamienie łańcuchami i czas wracać do domu ;D
Potem były już tylko uciekające kilometry i godziny rozmów na CB
Z Marcinem rozstaliśmy się w Suwałkach. nam skończył się czas jazdy więc staneliśmy na Shellu w Suwałkach a on poleciał dalej do Łomży ( ruszyliśmy razem i mieliśmy te same godziny jazdy ale to jak on jechał dalej pozostawie w tajemnicy, ten kto się orientuje w tych tematach to będzie wiedział o co kaman :P ) Ja poszedłem do biedronki po chleb, zjedliśmy kolacje i poszliśmy spać. Rano pobudka i gonimy do domu, mniej więcej w Czwartek o 11 byliśmy w domu
Robson podchodzi do mnie i pyta
- Żałujesz ?
- Tak..odpowiadam
Widzę jak na jego usta ciśnie się pytanie " O co kurwa chodzi ??!! "
- Żałuję że tak rzadko to robimy :D
Dziękuję za lekturę :)
piątek, 11 listopada 2011
czwartek, 3 listopada 2011
Wierni fani na zawsze ciężarówkom oddani...
" a szose lepiej znam niż własny dom" to słowa piosenki Lonstara, przypomiały się mi i Robsonowi ostatniego weekendu. Siedziałem przed monitorem oglądając filmik Andreasa, znajomego kierowcy z Austrii , wszedł ojciec usiadł i słysze zza pleców " jak byś skręcił tu na prawo to pojedziesz..." był w stanie wymienić wiekszość numerów zjazdów z autostrady i kierunków gdzie prowadzą...potem wstał poszedł do kuchni zrobić kawy i słysze przytłumiony głos
- Mikson gdzie kurwa jest kawa ?!
- W szafce na górze... - odpowiadam
- No tak ...
I wtedy zaczął nucić słowa tej piosenki z dosyć smutną mina, ale nagle patrze uśmiecha się i mówi "Ale przecież Dafik to mój dom ;)) "
Dzwoni do mnie wczoraj zawiadamiając że jest koło Salzburga i że mógłby być w piątek ale zrobi sobie pauze na sławnym Babilonie więc powinien być w sobotę :P
Słuchał audycji w radiowej jedynce ( w Austrii dość dobrze odbiera) mówili coś o pogrzebach więc zadzwonił do mnie z prośbą że jak już umrze to jego prochy mam rozsypać na autostradzie...co do tego też są specjalne wymagania, Mam koniecznie jechać jako kierowca ciężarówki a gdy na budziku zobacze 9 złotych ( na liczniku zobaczę 90km/h) wtedy mam uchylić szybę i sypnąć garść prochów a w radiu na full ma lecieć Rammstein :D
I oczywiście cały czas denerwuję się kiedy zrobię to prawo jazdy bo on chce już jeździć ze mną w podwójnej obsadzie...przez 17 lat próbował tłumaczyć żebym nie wykonywał tego zawodu...po tylu latach starań zauważył że ja wcale nie rezygnuje z tego pomysłu i ciągle do tego dążę. Powiedział ostatnio że chciał przez te lata sprawdzić czy jestem naprawdę zdecydowany i widzi że to jest moja pasja hobby i życie...I że widzi we mnie siebie samego 18 lat temu kiedy w tajemnicy przed wszystkimi robił uprawnienia a matce o pierwszej trasie do Szwecji powiedział na 10 min przed wyjściem.
Spojrzał na mnie mówiąc " Będzie z Ciebie świetny driver, skoro będziesz moim następca to tak musi być ! " Stwierdził też że przez ten cały czas niewiele rzeczy lub osób było w stanie mnie odciągnąć od jazdy a jak już tak się działo to nie wychodziłem na tym za dobrze ;] I wiecie co ?
Muszę mu przyznać rację...
- Mikson gdzie kurwa jest kawa ?!
- W szafce na górze... - odpowiadam
- No tak ...
I wtedy zaczął nucić słowa tej piosenki z dosyć smutną mina, ale nagle patrze uśmiecha się i mówi "Ale przecież Dafik to mój dom ;)) "
Dzwoni do mnie wczoraj zawiadamiając że jest koło Salzburga i że mógłby być w piątek ale zrobi sobie pauze na sławnym Babilonie więc powinien być w sobotę :P
Słuchał audycji w radiowej jedynce ( w Austrii dość dobrze odbiera) mówili coś o pogrzebach więc zadzwonił do mnie z prośbą że jak już umrze to jego prochy mam rozsypać na autostradzie...co do tego też są specjalne wymagania, Mam koniecznie jechać jako kierowca ciężarówki a gdy na budziku zobacze 9 złotych ( na liczniku zobaczę 90km/h) wtedy mam uchylić szybę i sypnąć garść prochów a w radiu na full ma lecieć Rammstein :D
I oczywiście cały czas denerwuję się kiedy zrobię to prawo jazdy bo on chce już jeździć ze mną w podwójnej obsadzie...przez 17 lat próbował tłumaczyć żebym nie wykonywał tego zawodu...po tylu latach starań zauważył że ja wcale nie rezygnuje z tego pomysłu i ciągle do tego dążę. Powiedział ostatnio że chciał przez te lata sprawdzić czy jestem naprawdę zdecydowany i widzi że to jest moja pasja hobby i życie...I że widzi we mnie siebie samego 18 lat temu kiedy w tajemnicy przed wszystkimi robił uprawnienia a matce o pierwszej trasie do Szwecji powiedział na 10 min przed wyjściem.
Spojrzał na mnie mówiąc " Będzie z Ciebie świetny driver, skoro będziesz moim następca to tak musi być ! " Stwierdził też że przez ten cały czas niewiele rzeczy lub osób było w stanie mnie odciągnąć od jazdy a jak już tak się działo to nie wychodziłem na tym za dobrze ;] I wiecie co ?
Muszę mu przyznać rację...
piątek, 7 października 2011
Kolejne możliwości...
Robson powrócił z pierwszej trasy do Finlandii, pierwszy wypad do tego kraju zarówno dla niego jak i Dafa ;)
Jako że dałem mu kamerę wcielił się w role reżysera-kierowcy i mam kilka godzin materiału, który teraz trzeba złożyć :p
Ale nie o tym miał być ten wpis...Doszliśmy z ojcem do wniosku że najlepszym sposobem na rozpoczęcie mojej kariery kierowcy będzie rozmowa z Panem Stanisławem, szefem mojego ojca. Nasz plan zakłada że Stasiek wyłoży pieniądze na moje prawo jazdy i obaj uważamy że jest to bardzo możliwe do zrealizowania ;)
Stanisław bardzo polubił ojca i mnie i sam wysyła mnie na prawko żebym u niego jeździł...A teraz dodatkowo chcę zacząć wozić swoje meble (oprócz transportu ma fabrykę mebli) Z zakładu w Ciechanowcu do Niemiec Iveco, więc potrzebna mi na razie tylko Kat.C :DD
Warunek jest jeden. Musze zacząć szkolę...Problem ? Ależ skąd, rozmawiałem z moja była Panią dyrektor i po prostu będę dalej chodził do technikum samochodowego ale zaocznie i nie przepada mi zaliczony rok ;)
Także Pan Stanisław zapłacił by za prawo jazdy a ja pracując u niego spłacałbym je...a potem C+E, podwójna obsada z Robsonem a na koniec własne auto ;)) W ostatni weekend tak się z ojcem rozmażyliśmy na temat wspólnej jazdy że przegadaliśmy całą noc. Wyobraźcie sobie...Niedzielny wieczór, pakujemy torby i jedzenie, ostatnie golenie przed wyjazdem...ostatnie spoglądniecie na swój pokój, schodzimy na dół i wpakowujemy się do auta. W tachografie lądują dwie karty na to samo nazwisko..odpalamy sprzęt i gnamy przed siebie....Coś pięknego ;))
Jako że dałem mu kamerę wcielił się w role reżysera-kierowcy i mam kilka godzin materiału, który teraz trzeba złożyć :p
Ale nie o tym miał być ten wpis...Doszliśmy z ojcem do wniosku że najlepszym sposobem na rozpoczęcie mojej kariery kierowcy będzie rozmowa z Panem Stanisławem, szefem mojego ojca. Nasz plan zakłada że Stasiek wyłoży pieniądze na moje prawo jazdy i obaj uważamy że jest to bardzo możliwe do zrealizowania ;)
Stanisław bardzo polubił ojca i mnie i sam wysyła mnie na prawko żebym u niego jeździł...A teraz dodatkowo chcę zacząć wozić swoje meble (oprócz transportu ma fabrykę mebli) Z zakładu w Ciechanowcu do Niemiec Iveco, więc potrzebna mi na razie tylko Kat.C :DD
Warunek jest jeden. Musze zacząć szkolę...Problem ? Ależ skąd, rozmawiałem z moja była Panią dyrektor i po prostu będę dalej chodził do technikum samochodowego ale zaocznie i nie przepada mi zaliczony rok ;)
Także Pan Stanisław zapłacił by za prawo jazdy a ja pracując u niego spłacałbym je...a potem C+E, podwójna obsada z Robsonem a na koniec własne auto ;)) W ostatni weekend tak się z ojcem rozmażyliśmy na temat wspólnej jazdy że przegadaliśmy całą noc. Wyobraźcie sobie...Niedzielny wieczór, pakujemy torby i jedzenie, ostatnie golenie przed wyjazdem...ostatnie spoglądniecie na swój pokój, schodzimy na dół i wpakowujemy się do auta. W tachografie lądują dwie karty na to samo nazwisko..odpalamy sprzęt i gnamy przed siebie....Coś pięknego ;))
wtorek, 27 września 2011
O wszystkim i o niczym...
Postanowiłem zmienić troszkę formułę tego bloga i zacząć pisać więcej na tematy ogólne, tematy z mojego życia...nigdy nie preferowałem tego sposobu "wygadywania" się ale jak widać ludzie się zmieniają, nie oznacza to że nie mam osób z którymi mogę porozmawiać bo tacy jeszcze istnieją, ludzie mający u mnie bezgraniczny poziom zaufania, którzy byli i zawsze będą.
Wszyscy znamy się jeszcze z podstawówki, były kłótnie, awantury...nie raz bójki a jednak zawsze potem siadaliśmy na podwórku i zapominaliśmy o tym wszystkim. To są moi prawdziwi przyjaciele a oprócz nich jest jeszcze tylko jedna osoba tak dla mnie ważna. Mój ojciec...który dla mnie był zawsze wzorem, bohaterem którego chciałem naśladować..kiedy zjawiał się po tygodniu przemierzania Europy.. podjeżdżając pod blok swoją ciężarówką zmęczony wchodził do domu..i widząc matkę zapracowaną w kuchni zdejmował torbę z ramienia i szedł jej pomagać, wtedy myślałem tylko jedno..że chciałbym kiedyś móc być jak on...I chyba coś z tego wyniosłem bo zawsze było tak że nie patrzyłem na własne potrzeby robiąc coś dla innych, poświęcając wszystko co mam a później zostając z niczym, na szczęście spotkałem kilku ludzi na swej drodze którzy są tacy jak ja.
Wracałem dziś z pracy na piechotę w strugach deszczu...i zdałem sobie sprawę że mógłbym tak kroczyć godzinami...Z każda kolejną kroplą spadającą na moją głowę coraz bardziej oczyszczałem umysł..tak to dobre słowo..szedłem i wszystko analizowałem, to wszystko co było dotychczas i co być może będzie wkrótce. Jak chujową mam pracę, jak bardzo zawaliłem sprawę ze szkołą..a potem pomyślałem że nie warto się zamartwiać tylko trzeba coś z tym zrobić, trzeba ruszyć do przodu..przestać patrzeć na to co inni mówią bo to moje życia..zdałem sobie sprawę że największą moją wadą było dostosowywanie się do tego co mówią i sugerują mi inne osoby, ale czemu zapytacie. Długo nie znałem odpowiedzi ale teraz już wiem że to przez paniczny strach przed odrzuceniem, brakiem akceptacji. I dlatego czas to zmienić, koniec z podporządkowywaniem się do innych..to moje życie i ja nim kieruje a jeżeli się komuś nie podoba to co robię albo ma jakieś wątpliwości to droga wolna ;]
Koniec z oglądaniem się wstecz, co było minęło, trzeba czasem zakończyć pewne rozdziały i tak dzieję się teraz....A patrząc w przyszłość ujrzeliśmy wraz z pewną mi bliską osobą że tutaj jej dla nas nie ma i dlatego nasze najbliższe plany wiążą się z wyjazdem z tego kraju, i nie chodzi o to że na siłę szukamy szczęścia w ucieczce przed obecnym życiem. My po prostu tutaj już nic nie mamy, są przyjaciele i rodzina ale oni nas rozumieją. Chcemy tylko zacząć wszystko na nowo a nie uda się to w tym syfie...za dużo tu chyba wspomnień i miejsc przywołujących pewne osoby i dobre chwile spędzone z nimi które zamieniły się w nicość..pustkę...nie ma tu też perspektyw na dobrą pracę, dającą nie tylko dobre zaplecze finansowe ale i satysfakcje z tego co się robi.
To chyba dobry czas by opuścić ojczyznę na jakiś czas...nie wiem na jak długi, może rok,może dwa albo i całe życie bo tego wykluczyć nie można...No i może tak być ze już na niedługo bloga pisać będę siedząc w domu z okna podziwiając mroźną kanadyjską zimę ;)
P.S
Robson po czterech tygodniach w trasie zjeżdza niespodziewanie do domu...bo zmierzał właśnie do Włoch na swój piąty tydzień w kabinie dafika ale jednak ładunek odwołany wiec wraca na Tarcho a potem załadunek na Finlandie ;)
Wszyscy znamy się jeszcze z podstawówki, były kłótnie, awantury...nie raz bójki a jednak zawsze potem siadaliśmy na podwórku i zapominaliśmy o tym wszystkim. To są moi prawdziwi przyjaciele a oprócz nich jest jeszcze tylko jedna osoba tak dla mnie ważna. Mój ojciec...który dla mnie był zawsze wzorem, bohaterem którego chciałem naśladować..kiedy zjawiał się po tygodniu przemierzania Europy.. podjeżdżając pod blok swoją ciężarówką zmęczony wchodził do domu..i widząc matkę zapracowaną w kuchni zdejmował torbę z ramienia i szedł jej pomagać, wtedy myślałem tylko jedno..że chciałbym kiedyś móc być jak on...I chyba coś z tego wyniosłem bo zawsze było tak że nie patrzyłem na własne potrzeby robiąc coś dla innych, poświęcając wszystko co mam a później zostając z niczym, na szczęście spotkałem kilku ludzi na swej drodze którzy są tacy jak ja.
Wracałem dziś z pracy na piechotę w strugach deszczu...i zdałem sobie sprawę że mógłbym tak kroczyć godzinami...Z każda kolejną kroplą spadającą na moją głowę coraz bardziej oczyszczałem umysł..tak to dobre słowo..szedłem i wszystko analizowałem, to wszystko co było dotychczas i co być może będzie wkrótce. Jak chujową mam pracę, jak bardzo zawaliłem sprawę ze szkołą..a potem pomyślałem że nie warto się zamartwiać tylko trzeba coś z tym zrobić, trzeba ruszyć do przodu..przestać patrzeć na to co inni mówią bo to moje życia..zdałem sobie sprawę że największą moją wadą było dostosowywanie się do tego co mówią i sugerują mi inne osoby, ale czemu zapytacie. Długo nie znałem odpowiedzi ale teraz już wiem że to przez paniczny strach przed odrzuceniem, brakiem akceptacji. I dlatego czas to zmienić, koniec z podporządkowywaniem się do innych..to moje życie i ja nim kieruje a jeżeli się komuś nie podoba to co robię albo ma jakieś wątpliwości to droga wolna ;]
Koniec z oglądaniem się wstecz, co było minęło, trzeba czasem zakończyć pewne rozdziały i tak dzieję się teraz....A patrząc w przyszłość ujrzeliśmy wraz z pewną mi bliską osobą że tutaj jej dla nas nie ma i dlatego nasze najbliższe plany wiążą się z wyjazdem z tego kraju, i nie chodzi o to że na siłę szukamy szczęścia w ucieczce przed obecnym życiem. My po prostu tutaj już nic nie mamy, są przyjaciele i rodzina ale oni nas rozumieją. Chcemy tylko zacząć wszystko na nowo a nie uda się to w tym syfie...za dużo tu chyba wspomnień i miejsc przywołujących pewne osoby i dobre chwile spędzone z nimi które zamieniły się w nicość..pustkę...nie ma tu też perspektyw na dobrą pracę, dającą nie tylko dobre zaplecze finansowe ale i satysfakcje z tego co się robi.
To chyba dobry czas by opuścić ojczyznę na jakiś czas...nie wiem na jak długi, może rok,może dwa albo i całe życie bo tego wykluczyć nie można...No i może tak być ze już na niedługo bloga pisać będę siedząc w domu z okna podziwiając mroźną kanadyjską zimę ;)
P.S
Robson po czterech tygodniach w trasie zjeżdza niespodziewanie do domu...bo zmierzał właśnie do Włoch na swój piąty tydzień w kabinie dafika ale jednak ładunek odwołany wiec wraca na Tarcho a potem załadunek na Finlandie ;)
piątek, 23 września 2011
Wielkie zbieranie czas zacząć.....xD
No więc jako że spłaciłem wszystkie moje długi postanowiłem wreszcie podjąć się odkładania kasy na prawko jak na razie kat. C ;))
Na biurku pojawiło się już specjalne pudełeczko do którego odkładany będzie każdy grosz...czas wreszcie coś zrobić w tym kierunku ;]
No cóż zobaczymy co z tego wyjdzie mam nadzieję ze szybko zapełni się hajsem i będę mógł zapisać się na kurs ;)
Na biurku pojawiło się już specjalne pudełeczko do którego odkładany będzie każdy grosz...czas wreszcie coś zrobić w tym kierunku ;]
No cóż zobaczymy co z tego wyjdzie mam nadzieję ze szybko zapełni się hajsem i będę mógł zapisać się na kurs ;)
Trochę nowości...
No więc tak..Dafik już dawno odebrany...posprzątany, wyszykowany do jazdy ;)
Była wymiana wszystkich opon w ciągniku, tarcz z przodu, założone zostały owiewki,pozakładane te wszystkie cholerne goboxy,viatolle i tollcollecty xD
Robson zapakował się do auta no i pojechał...jak na razie odwiedził Niemcy, Szwecję, Norwegię zobaczymy co dalej...porobił trochę fotek z Norwegii więc jeżeli ich jakość pozwoli na zamieszczenie ich tutaj to oczywiście się pojawią :D
Była wymiana wszystkich opon w ciągniku, tarcz z przodu, założone zostały owiewki,pozakładane te wszystkie cholerne goboxy,viatolle i tollcollecty xD
Robson zapakował się do auta no i pojechał...jak na razie odwiedził Niemcy, Szwecję, Norwegię zobaczymy co dalej...porobił trochę fotek z Norwegii więc jeżeli ich jakość pozwoli na zamieszczenie ich tutaj to oczywiście się pojawią :D
sobota, 13 sierpnia 2011
Nigdy nic nie planujcie...
DAF dalej nie odebrany, ale przynajmniej już posprzątaliśmy we wnętrzu ;)
Nie możemy odebrać auta bo serwis musi założyć nowe akumulatory...we wtorek przyjdzie także facet do lodówki bo nie działa. Tego samego dnia planujemy już założenie cb radia, toll collecta, viatolla, zaliczyć myjkę no i w końcu odebrać auto i przyjechać nim do domu bo trzeba się wprowadzić z całym ekwipunkiem :P
Półka,firanki,pokrowce i to wszystko już leży w domu gotowe do wrzucenia do auta.
Zapraszam do galerii :D
http://ciechom.picturepush.com/album/164498/p-DAF-%22Shogun%22-95XF-430-Super-Space-Cab.html
i filmik
http://www.youtube.com/watch?v=4iUlQBFITe0
Nie możemy odebrać auta bo serwis musi założyć nowe akumulatory...we wtorek przyjdzie także facet do lodówki bo nie działa. Tego samego dnia planujemy już założenie cb radia, toll collecta, viatolla, zaliczyć myjkę no i w końcu odebrać auto i przyjechać nim do domu bo trzeba się wprowadzić z całym ekwipunkiem :P
Półka,firanki,pokrowce i to wszystko już leży w domu gotowe do wrzucenia do auta.
Zapraszam do galerii :D
http://ciechom.picturepush.com/album/164498/p-DAF-%22Shogun%22-95XF-430-Super-Space-Cab.html
i filmik
http://www.youtube.com/watch?v=4iUlQBFITe0
Subskrybuj:
Posty (Atom)
