Powered By Blogger

piątek, 11 listopada 2011

Podsumowanie trasy ;)

No i tak oto wróciliśmy cali i zdrowi z wypadu do Finlandii. Bez przygód oczywiście się nie obyło ale tak już musi być...
Ale zacznijmy od początku...

       Piątek koło południa, dzwoni Robson że jedzie jutro na Fin i pada pytanie
  - Jedziesz ?
  - Myśle sobie - w pracy urlop to mogę jechać
  - A jaaak :D - odpowiadam
 
 Zacząłem się pakować, ubrania, ręcznik, przybory do golenia, szczoteczka i masa innych pierdół, trochę tego trzeba zabrać. Szybki kursik do sklepu po jedzenie no i jesteśmy gotowi ;D

   W sobote zjedliśmy obiad, ojciec poszedł spać a ja wyszedłem jeszcze się spotkać zosobą tak mi ważną żę mój mały rozumek tego nie ogarnia dlatego słowami nie jest w stanie tego okreslić ;) . I tak koło godziny 16:30 wyjechaliśmy ;)

Zaraz za Markami jako że i ojciec i szef chcą żebym jeździł przesiadłem się na fotel kierowcy...Ogólnie zrobiłem koło 200 km bo za granicą to lepiej uważać, w Polsce to jedynie mandat 500zł można dostać więc nie taka kara straszna :P za granicą cofałem pod rampy w ramach treningu :)

  Koło północy byliśmy na granicy, po drodze wpadliśmy jeszcze do Łomży po łańcuchy do zabezpieczenia ładunku, ale o nim później. W Suwałkach zatankowaliśmy Shoguna na Orlenie  i pomknęliśmy dalej, Pauzę zrobiliśmy na Litewskiej stacji i poszliśmy spać. Niedziela rano pobudka i gonimy dalej, dolecieliśmy na Łotwe i zrobiliśmy przerwę na obiad nad samym Bałtykiem.

  Następny przystanek Tallin, port terminal A i trzy godzinne oczekiwanie na prom M/s Norlandia do Helsinek. Promik przyjemny raczej pasażerski, zjedliśmy kolacje w barze, wykąpaliśmy się i czas spać. Płynęliśmy koło sześciu godzin, dość długo ale przynajmniej się wyspałem :P

Poniedziałek rano- wyjechaliśmy z promu i od razu na rozładunek w mieścinie Espoo, tu zaczeły się oczywiście przygody bo nikt nie wiedział gdzie i kto ma to rozładować...po 30 min mojego biegania z papierami po wszystkich biurach, magazynach i rampach znalazł się człowiek który się tego podjął, do zdjęcia mieli 7 palet makaronu a że wózkowy był trochę nie ogarnięty to rozwalił jedną paletę bo spadła mu z wideł...nie nasz problem, zamykamy drzwi naczepy i gnamy na miejsce drugiego rozładunku Metsala, Helsinki. Magazyny Schenkera nas witaja ;)

    Miła rozmowa z panią w biurze i rozładowali nas przed wszystkimi xD
 Tak więc nadszedł czas na ostatnią zrzutkę. Obraliśmy cel na Vihtavuori i koło godziny 16 byliśmy na miejscu. Do rozładowania 5 palet i jakaś maszyna..jak zobaczyłem ich wózek to się troszkę zmartwiłem..stary ledwo jeżdzący widlak, palety rozładowałem sam paleciakami ale maszyna za duża i za ciężka...oni poszli zastanawiać się co z tym zrobić a ja poszedłem znowu zagadać panią w biurze...opłaciło się dostałem herbatkę i kanapki ;D
    Posiedziałem pogadałem ale czas się ruszyć bo następnego dnia rano mieliśmy załadunek oddalony o 300 kilometrów na północ a musieliśmy być tam rano...Poszedłem do kierownika i mówie dawaj wózek ja z Robsonem coś wymyślimy, zgodził się.

        Wpadłem na genialny pomysł i zabrałem się do realizacji ;P podnieśliśmy widlakiem maszynę z jednej strony, przypieliśmy ją pasami do wózka i trochę pociągnęliśmy, od drugiej strony daliśmy dwa paleciaki i takim oto sposobem wyciągnęliśmy maszynę na zakład..były oklaski i w ogóle. Podszedł do mnie sam szef tejże firmy gratulując i stwierdzając że Polacy to dobrzy ludzie, my nie mając czasu na rozczulanie się wskoczyliśmy do kabiny i pognaliśmy dalej. Stanęliśmy około 100 km przed załadunkiem na leśnym parkingu.

      We wtorek rano dzwoni do nas Marcin, syn szefa (też kierowca) że stoi na Shellu 50 km od nas i ładujemy to samo :) dolecieliśmy do Marcina, szybka kawa i lecimy na załadunek...dojazd 10 km lasem do kamieniołomu gdzie mieliśmy zabrać po dwa kamienie na auto. Droga dojazdowa trochę wymagająca ale daliśmy rade :P  kamienie ważyły 5 i 19 tony, ładowali nas pracujący tam Rosjanie ( ja z nimi chlapnąłem troszkę wódeczki xD ) skończyli załadunek, my zabezpieczyliśmy kamienie łańcuchami i czas wracać do domu ;D

 Potem były już tylko uciekające kilometry i godziny rozmów na CB
   Z Marcinem rozstaliśmy się w Suwałkach. nam skończył się czas jazdy więc staneliśmy na Shellu w Suwałkach a on poleciał dalej do Łomży ( ruszyliśmy razem i mieliśmy te same godziny jazdy ale to jak on jechał dalej pozostawie w tajemnicy, ten kto się orientuje w tych tematach to będzie wiedział o co kaman :P ) Ja poszedłem do biedronki po chleb, zjedliśmy kolacje i poszliśmy spać. Rano pobudka i gonimy do domu, mniej więcej w Czwartek o 11 byliśmy w domu

     Robson podchodzi do mnie i pyta
  - Żałujesz ?
  - Tak..odpowiadam
   Widzę jak na jego usta ciśnie się pytanie " O co kurwa chodzi ??!! "
  - Żałuję że tak rzadko to robimy :D

                                                                        Dziękuję za lekturę :)
 

czwartek, 3 listopada 2011

Wierni fani na zawsze ciężarówkom oddani...

 " a szose lepiej znam niż własny dom" to słowa piosenki Lonstara, przypomiały się mi i Robsonowi ostatniego weekendu. Siedziałem przed monitorem oglądając filmik Andreasa, znajomego kierowcy z Austrii , wszedł ojciec usiadł i słysze zza pleców " jak byś skręcił tu na prawo to pojedziesz..." był w stanie wymienić wiekszość numerów zjazdów z autostrady i kierunków gdzie prowadzą...potem wstał poszedł do kuchni zrobić kawy i słysze przytłumiony głos
- Mikson gdzie kurwa jest kawa ?!
- W szafce na górze... - odpowiadam
- No tak ...
    I wtedy zaczął nucić słowa tej piosenki z dosyć smutną mina, ale nagle patrze uśmiecha się i mówi      "Ale przecież Dafik to mój dom ;)) "

  Dzwoni do mnie wczoraj zawiadamiając że jest koło Salzburga i że mógłby być w piątek ale zrobi sobie pauze na sławnym Babilonie więc powinien być w sobotę :P
 
  Słuchał audycji w radiowej jedynce ( w Austrii dość dobrze odbiera) mówili coś o pogrzebach więc zadzwonił do mnie z prośbą że jak już umrze to jego prochy mam rozsypać na autostradzie...co do tego też są specjalne wymagania, Mam koniecznie jechać jako kierowca ciężarówki a gdy na budziku zobacze 9 złotych ( na liczniku zobaczę 90km/h)  wtedy mam uchylić szybę i sypnąć garść prochów a w radiu na full ma lecieć Rammstein :D

 I oczywiście cały czas denerwuję się kiedy zrobię to prawo jazdy bo on chce już jeździć ze mną w podwójnej obsadzie...przez 17 lat próbował tłumaczyć żebym nie wykonywał tego zawodu...po tylu latach starań zauważył że ja wcale nie rezygnuje z tego pomysłu i ciągle do tego dążę. Powiedział ostatnio że chciał przez te lata sprawdzić czy jestem naprawdę zdecydowany i widzi że to jest moja pasja hobby i życie...I że widzi we mnie siebie samego 18 lat temu kiedy w tajemnicy przed wszystkimi robił uprawnienia a matce o pierwszej trasie do Szwecji powiedział na 10 min przed wyjściem.
   Spojrzał na mnie mówiąc " Będzie z Ciebie świetny driver, skoro będziesz moim następca to tak musi być ! "  Stwierdził też że przez ten cały czas niewiele rzeczy lub osób było w stanie mnie odciągnąć od jazdy a jak już tak się działo to nie wychodziłem na tym za dobrze ;]  I wiecie co ?
  Muszę mu przyznać rację...

piątek, 7 października 2011

Kolejne możliwości...

Robson powrócił z pierwszej trasy do Finlandii, pierwszy wypad do tego kraju zarówno dla niego jak i Dafa ;)
     Jako że dałem mu kamerę wcielił się w role reżysera-kierowcy i mam kilka godzin materiału, który teraz trzeba złożyć :p

Ale nie o tym miał być ten wpis...Doszliśmy z ojcem do wniosku że najlepszym sposobem na rozpoczęcie mojej kariery kierowcy będzie rozmowa z Panem Stanisławem, szefem mojego ojca. Nasz plan zakłada że Stasiek wyłoży pieniądze na moje prawo jazdy i obaj uważamy że jest to bardzo możliwe do zrealizowania ;)
Stanisław bardzo polubił ojca i mnie i sam wysyła mnie na prawko żebym u niego jeździł...A teraz dodatkowo chcę zacząć wozić swoje meble (oprócz transportu ma fabrykę mebli) Z zakładu w Ciechanowcu do Niemiec Iveco, więc potrzebna mi na razie tylko Kat.C   :DD

Warunek jest jeden. Musze zacząć szkolę...Problem ? Ależ skąd, rozmawiałem z moja była Panią dyrektor i po prostu będę dalej chodził do technikum samochodowego ale zaocznie i nie przepada mi zaliczony rok ;)

   Także Pan Stanisław zapłacił by za prawo jazdy a ja pracując u niego spłacałbym je...a potem C+E, podwójna obsada z Robsonem a na koniec własne auto ;))  W ostatni weekend tak się z ojcem rozmażyliśmy na temat wspólnej jazdy że przegadaliśmy całą noc. Wyobraźcie sobie...Niedzielny wieczór, pakujemy torby i jedzenie, ostatnie golenie przed wyjazdem...ostatnie spoglądniecie na swój pokój, schodzimy na dół i wpakowujemy się do auta. W tachografie lądują dwie karty na to samo nazwisko..odpalamy sprzęt i gnamy przed siebie....Coś pięknego ;))


       

wtorek, 27 września 2011

O wszystkim i o niczym...

    Postanowiłem zmienić troszkę formułę tego bloga i zacząć pisać więcej na tematy ogólne, tematy z mojego życia...nigdy nie preferowałem tego sposobu "wygadywania" się ale jak widać ludzie się zmieniają, nie oznacza to że nie mam osób z którymi mogę porozmawiać bo tacy jeszcze istnieją, ludzie mający u mnie bezgraniczny poziom zaufania, którzy byli i zawsze będą.

             Wszyscy znamy się jeszcze z podstawówki, były kłótnie, awantury...nie raz bójki a jednak zawsze potem siadaliśmy na podwórku i zapominaliśmy o tym wszystkim. To są moi prawdziwi przyjaciele a oprócz nich jest jeszcze tylko jedna osoba tak dla mnie ważna. Mój ojciec...który dla mnie był zawsze wzorem, bohaterem którego chciałem naśladować..kiedy zjawiał się po tygodniu przemierzania Europy.. podjeżdżając pod blok swoją ciężarówką  zmęczony wchodził do domu..i widząc matkę zapracowaną w kuchni zdejmował torbę z ramienia i szedł jej pomagać, wtedy myślałem tylko jedno..że chciałbym kiedyś móc być jak on...I chyba coś z tego wyniosłem bo zawsze było tak że nie patrzyłem na własne potrzeby robiąc coś dla innych, poświęcając wszystko co mam a później zostając z niczym, na szczęście spotkałem kilku ludzi na swej drodze którzy są tacy jak ja.

           Wracałem dziś z pracy na piechotę w strugach deszczu...i zdałem sobie sprawę że mógłbym tak kroczyć godzinami...Z każda kolejną kroplą spadającą na moją głowę coraz bardziej oczyszczałem umysł..tak to dobre słowo..szedłem i wszystko analizowałem, to wszystko co było dotychczas i co być może będzie wkrótce. Jak chujową mam pracę, jak bardzo zawaliłem sprawę ze szkołą..a potem pomyślałem że nie warto się zamartwiać tylko trzeba coś z tym zrobić, trzeba ruszyć do przodu..przestać patrzeć na to co inni mówią bo to moje życia..zdałem sobie sprawę że największą moją wadą było dostosowywanie się do tego co mówią i sugerują mi inne osoby, ale czemu zapytacie. Długo nie znałem odpowiedzi ale teraz już wiem że to przez paniczny strach przed odrzuceniem, brakiem akceptacji. I dlatego czas to zmienić, koniec z podporządkowywaniem się do innych..to moje życie i ja nim kieruje a jeżeli się komuś nie podoba to co robię albo ma jakieś wątpliwości to droga wolna ;]

                   Koniec z oglądaniem się wstecz, co było minęło, trzeba czasem zakończyć pewne rozdziały i tak dzieję się teraz....A patrząc w przyszłość ujrzeliśmy wraz z pewną mi bliską osobą że tutaj jej dla nas nie ma i dlatego nasze najbliższe plany wiążą się z wyjazdem z tego kraju, i nie chodzi o to że na siłę szukamy szczęścia w ucieczce przed obecnym życiem. My po prostu tutaj już nic nie mamy, są przyjaciele i rodzina ale oni nas rozumieją. Chcemy tylko zacząć wszystko na nowo a nie uda się to w tym syfie...za dużo tu chyba wspomnień i miejsc przywołujących pewne osoby i dobre chwile spędzone z nimi które zamieniły się w nicość..pustkę...nie ma tu też perspektyw na dobrą pracę, dającą nie tylko dobre zaplecze finansowe ale i satysfakcje z tego co się robi.

                            To chyba dobry czas by opuścić ojczyznę na jakiś czas...nie wiem na jak długi, może rok,może dwa albo i całe życie bo tego wykluczyć nie można...No i może tak być ze już na niedługo bloga pisać będę siedząc w domu z okna podziwiając mroźną kanadyjską zimę ;)

  P.S
   Robson po czterech tygodniach w trasie zjeżdza niespodziewanie do domu...bo zmierzał właśnie do Włoch na swój piąty tydzień w kabinie dafika ale jednak ładunek odwołany wiec wraca na Tarcho a potem załadunek na Finlandie ;)

piątek, 23 września 2011

Wielkie zbieranie czas zacząć.....xD

      No więc jako że spłaciłem wszystkie moje długi postanowiłem wreszcie podjąć się odkładania kasy na prawko jak na razie kat. C ;))

     Na biurku pojawiło się już specjalne pudełeczko do którego odkładany będzie każdy grosz...czas wreszcie coś zrobić w tym kierunku ;]

No cóż zobaczymy co z tego wyjdzie mam nadzieję ze szybko zapełni się hajsem i będę mógł zapisać się na kurs ;)

Trochę nowości...

No więc tak..Dafik już dawno odebrany...posprzątany, wyszykowany do jazdy ;)
Była wymiana wszystkich opon w ciągniku, tarcz z przodu, założone zostały owiewki,pozakładane te wszystkie cholerne goboxy,viatolle i tollcollecty xD
Robson zapakował się do auta no i pojechał...jak na razie odwiedził Niemcy, Szwecję, Norwegię zobaczymy co dalej...porobił trochę fotek z Norwegii więc jeżeli ich jakość pozwoli na zamieszczenie ich tutaj to oczywiście się pojawią :D

sobota, 13 sierpnia 2011

Nigdy nic nie planujcie...

DAF dalej nie odebrany, ale przynajmniej już posprzątaliśmy we wnętrzu ;)
Nie możemy odebrać auta bo serwis musi założyć nowe akumulatory...we wtorek przyjdzie także facet do lodówki bo nie działa. Tego samego dnia planujemy już założenie cb radia, toll collecta, viatolla, zaliczyć myjkę no i w końcu odebrać auto i przyjechać nim do domu bo trzeba się wprowadzić z całym ekwipunkiem :P
Półka,firanki,pokrowce i to wszystko już leży w domu gotowe do wrzucenia do auta.
Zapraszam do galerii :D

http://ciechom.picturepush.com/album/164498/p-DAF-%22Shogun%22-95XF-430-Super-Space-Cab.html

i filmik

http://www.youtube.com/watch?v=4iUlQBFITe0



czwartek, 11 sierpnia 2011

Wyprawa do Lublina...

Wczoraj razem z szefem pojechaliśmy odebrać Dafika z warsztatu w Lublinie. W Dafie zostały założone nowe bębny i okładziny, oraz wsadzona nowa skrzynia zf16, zrobiliśmy parę kółek testowych podregulowaliśmy hamulce no i jazda spowrotem, zajechaliśmy po naczepę na stacje, wypiliśmy po kawce i ruszamy dalej ;)

Koło godziny 17 zajechaliśmy do nowego kierowcy niedaleko Wolicy (gdzie stoi nasz DAF do odbioru)
przekazaliśmy mu auto, i z szefem pojechaliśmy obejrzeć jeszcze naszego Dafa przy okazji wyszukujac ostatnich niedociągnięć do poprawy przez serwis. Mamy nadzieje, że jutro nastąpi odbiór auta ;)
I to chyba na tyle :P

A tu filmik z wyprawy
http://www.youtube.com/watch?v=6RcyczoWS6A&feature=feedlik

Miłego oglądania :)




środa, 10 sierpnia 2011

koniec dnia pracy...

Dzisiaj z warsztatu odbieraliśmy Dafa którego ojciec przywiózł ze słowenii. Film i zdjecia jutro bo wstaliśmy o 5 rano a do domu zjechaliśmy przed chwila...tak więc w drodze powrotnej w pobliskim sklepie zakupione zostało 0,7 gorzkiej żołądkowej...My idziemy pić a wy róbcie co chcecie ;]
Dziekuje dobranoc !


sobota, 6 sierpnia 2011

Robson i Mikson on the road again....

       No więc dziś przy porannej kawie i wpadającej w ucho piosence "Barrabas - On the road again "
zapadła decyzja o tym, że w pierwszą trasę w nowej firmie lecimy w podwójnej obsadzie ;) 

                W związku z tym ja powoli zaczynam przygotowania, trzeba zwolnić miejsce na dyskach kamery i aparatu, dać do prania koce i pościel oraz część ubrań  ( w końcu trzeba wyruszać z czystym ekwipunkiem :P ) zaczęły się też powolne zakupy a ponieważ ojciec nie jeździ od drugiej połowy Lipca więc całe jedzenie i prowiant został zużyty w domu...cukier, herbata, kawa, sól te wszystkie podstawowe rzeczy trzeba kupić na nowo oczywiście do tego jedzenie ale to już przed samym wyjazdem.

Nastepny aktual już z odbioru Dafika wraz z filmem i zdjęciami ;))

Pozdrawiam

Odbiór Dafa

    Już we wtorek jedziemy do pod warszawskiej Wolicy po odbiór naszego Dafika, i pod domem będziemy go myć,sprzątać,zrobimy mały przegląd zarówno ciągnika jak i naczepy. Do czyszczenia nadają się tarcze naczepy, zapewne będzie też malowanie felg itp. Idealnie zgrała się również dostawa rzeczy zamówionych z allegro, dywanik środkowy,firanki,pokrowiec na łóżko,półka podwójna i pokrowce na siedzenia przyjdą w poniedziałek lub wtorek rano ;)

    Także prawdopodobnie już koło 15 wyruszymy w pierwszą trasę,zależne jest to od czasu jaki będziemy potrzebować na przygotowanie auta i kiedy znajdzie się dla nas ładunek.

piątek, 5 sierpnia 2011

Daf już w domu...

Ojciec wczoraj wieczorem zjechał do domu. Pokazał mi tarczki i od razu było wiadomo, że kierowca po prostu nie umiał jeździć...W pełni załadowanym zestawem po terenach górzystych jechał z prędkościami 110-120 km/h do tego brak prawidłowego wykorzystania skrzyni biegów. (Według mechaników skrzynia kompletnie zmielona) doprowadziły do zniszczenia Ciągnika. Ojciec z mechanikami wymienili skrzynie ale i tak nie miał ósmego biegu także wracał z prędkością 70-75 km/h. Auto na dzień dzisiejszy stoi w warsztacie w Lublinie. Prawdopodobne rzeczy do wymiany lub naprawy to: turbosprężarka,skrzynia biegów, akumulatory ale pewnie wyjdzie coś jeszcze...I tak to jest powierzyć skład komuś nieodpowiedzialnemu :(

                                          Mechanicy przy pracy

                                          Dafik
                                          Skrzynia wyjęta
                                          Parking na którym stało Auto
                                          Nowa skrzynia ZF16

poniedziałek, 1 sierpnia 2011

Misja ratunkowa...Czyli DAF,Słowenia i nieuczciwy kierowca

 Jak wiadomo wszędzie zdarzają się osoby kompletnie nieodpowiedzialne. Tak jest i w tym zawodzie, w zeszłym tygodniu kierowca z naszej obecnej firmy będąc na Słowenii postanowił zostawić auto i wrócić do domu....przy okazji zabierając ze zbiorników 600 litrów paliwa. Dodatkowo uszkodził skrzynie biegów i retarder...Dlatego mój ojciec jutro jedzie z mechanikami naprawić skrzynie i przyprowadzić zestaw do Polski. Nie wiadomo dlaczego zachował się w ten sposób ale niestety przez takich ludzi potem tworzy się stereotypowy obraz Kierowcy Zawodowego... :(

sobota, 30 lipca 2011

Filmy...

Zapraszam wszystkich do obejrzenia filmów na moim kanale YouTube

http://www.youtube.com/user/Mikson93?feature=mhee
  :))

czwartek, 28 lipca 2011

Czas zmian...

 W tym tyg ojciec pożegnał dotychczasową firme i naszego Manika, wypakowaliśmy się, umyliśmy auto i do widzenia...Nie czekając długo zatrudnił się w kolejnej, trasy Finlandia-Włochy-Finlandia. Szef zakupił nam DAFa 95XF 430 KM Super Space Cab 2006.r ( obecnie czekamy na odbiór z komisu) no i zabierzemy się za mycie,czyszczenie i przeróbki ;) podpięta będzie pod to firanka Kogel MAXX z 2008.r
      Ostatnio nie było żadnych wpisów ponieważ z pewnych względów odsunąłem się troszkę od ciężarówek i w żadne trasy nie wyjeżdżałem, no ale teraz to nadrobię :D myślę że już jakoś niedługo polecimy z ojcem na Finlandie ;))

piątek, 18 marca 2011

Kabina

    Czyli miejsce gdzie przeciętny kierowca spędza 3/4 roku. Zależnie od konfiguracji możemy mieć mnóstwo przestrzeni albo żyć w ciasnocie. Potocznie nazywane budą jest tym "pierwszym" domem kierowcy dlatego powinien on dbać o porządek ale jak wiadomo to już zależy od człowieka. Mój ojciec jak i ja uwielbiamy mieć
perfekcyjny porządek w kabinie dlatego często pauzę spędzamy czyszcząc i pielęgnując wnętrze ;) . Uniwersalnym narzędziem do czyszczenia jest pistolet na sprężone powietrze, jest idealny do kurzu i małych śmieci, okruchów.

    Koszmarem każdego porządnego "drivera" jest dostanie samochodu po kimś kto z kabiny zrobił chlew ;/
I tak spędza on weekend nie na odpoczynku z rodziną a na sprzątaniu i praniu tapicerki.
 Co do wyposażenia dodatkowego wnętrza to jest już sprawa indywidualna. Można kupić mnóstwo gadżetów,
akcesoriów mniej lub bardziej potrzebnych: czajniki, ekpresy do kawy,lodówki,telewizory,konsole,laptopy i wiele innych

      Jeżeli chodzi o takie wyposażenie minimalne to jest to : butla z gazem, garnki,patelnia,sztućce,bańka z wodą (jedna do picia i jedna do mycia itp)

      Każda ciężarówka jeżdżąca w trasy miedzynarodowe wyposażona jest w jedno lub dwa łożka połozone za fotelami wiec o spanie nie należy się martwić najwyżej o jakosć materaca a z tym bywa różnie.

Typy kabin
krótkie i dzienne używane do krótkich jednodniowych tras lub do dystrybucji miejskiej
Sypialne na dłuższe trasy zarówno krajowe jak i międzynarodowe


Poranna kawka ;)


                                                                        Zaraz się kładziemy ;D

                                                                           Kolacja...

Szacunek....a raczej jego brak :(

  Pewien Niemiecki dokument zainspirował mnie do napisania tu pewnych przemyśleń na temat tego jak wielki wkład mają kierowcy ciężarówek w funcjonowanie świata i jak bardzo są niedoceniani . Wszyscy wokół nieznający tego zawodu narzekają że ciężarówki niszczą drogi, tamują ruch, są niemili itd. Wyobraźmy sobie zatem kilka dni bez ciężarówek....

Dzień Pierwszy: Pan kowalski idzie rano po coś na śniadanie, kupuje masło i ser gdyż mały sklepik osiedlowy ma zapas na kilka dni, nie udaje mu się kupić bułek gdyż KTOŚ nie wyjechał o 3 nad ranem żeby dowieźć je do sklepu...

Dzień drugi: w sklepach zaczyna brakować produktów szybko psujących się: owoców,warzyw, bo KTOŚ nie przywiózł ich z południowej europy chłodniami

Dzień trzeci: stacje benzynowe pustoszeją powstają gigantyczne korki do dystrybutorów, place budów pustoszeją z braku materiałow do budowania kolejnych bloków,stadionów,dróg,osiedli,kin,boisk,elektrowni i wszystkiego innego. W sklepach nie dostaniemy już warzyw,owoców,pieczywa,wędlin ponieważ KTOŚ nie wyjechał w trasę

Dzień czwarty : Kończą się zapasy wody butelkowej, sklepy przypominają te z filmów o PRL. Już nie pracuje nikt, wybuchają zamieszki,strajki spowodowane brakiem towarów na rynku a ostatnie produkty osiągają niesamowitą cene.

A to wszystko bo KTOŚ nie wyjechał w trasę zostawiając żony,dzieci i nie gnał przez cała europe by dostarczyć wam produktów potrzebnych do życia, nie śpiac żeby dotrzymać nadludzkich terminów, odbierając kolejne telefony od szefa.
      "Gdzie pan jest ?! " słychać w słuchawce. I wtedy przychodzi myśl "dlaczego ja to robię"....żyję w kabinie,jem w pośpiechu, ciągle w stresie, pokonuje tysiące kilometrów miesięcznie, nie mam praktycznie życia prywatnego, zaniedbuje rodzinę ( o ile ona jeszcze istnieję bo wiele kierowców to rozwodnicy) a to wszystko za marne pieniądze czesto nie wypłacane przez firmy na czas.....i do tego zupełny BRAK SZACUNKU ze strony ludzi.....

A morał z tego taki, że Kierowcy i ich rodziny poświęcają swoje życia dla dobra innych a potem jedyne co mają to brak szacuku,odpoczynku, pieniędzy , i spokoju.... :(

Przemyślcie to następnym razem gdy będziecie "psioczyć" na ciężarówki i ich kierowców

czwartek, 17 marca 2011

System pracy/ Czas pracy

   Obecnie w transporcie można spotkać różne systemy pracy. Możemy wracać co każdy weekend do domu albo tułać się po europie nawet aż 6 tygodni !  Najpopularniejsze systemy oprócz weekendów to 3/1 oraz 4/1 gdzie pierwsza cyfra wskazuje tygodnie pracy a druga czas odpoczynku w domu. Jak zawsze wszystko to zależne jest od firmy i obsługiwanych kierunków. Przykładowo jeżdżąc na przerzutach (jazda po krajach EU które nie są ojczyzną kierowcy) spędzamy około 4 tyg w trasie, ale jeżdżąc na przykład na stałych trasach po Niemczech czy Beneluksie możemy być co weekend w domu ;) .
       Mój ojciec obecnie jeździ na stałych trasach do Włoch trafiają się oczywiście inne kraje jak Hiszpania czy Francja ale większość ładunków idzie na Italie wraca mniej więcej co 1.5 tygodnia i jest to spowodowane tym, że dzięki przepisom o czasie pracy kierowców nie da się wyrobić w ciągu 5 dni z trasą. Teraz trochę o czasie pracy. Kierowca w ciągu dnia może pracować 15 godzin w tym 9h jazdy, w ciągu tych 9 godzin jazdy musi zrobić minimum jedną przerwę 45 minutową, dwa razy w tyg można wydłużyć czas jazdy do 10h. Gdy skończy nam się czas pracy należy zrobić 11 godzin pauzy którą można skócić trzykrotnie do 9 godzin.
         Wiem że to zagmatwane ale z tym musi radzić sobie każdy kierowca ;)

Pzdr Ciechom

środa, 16 marca 2011

Stereotypy

  O kierowcach ciężarówek krąży pełno negatywnych opinii,stereotypów które w większości okazują się tylko wymysłem czyjejś wyobraźni. Weźmy na przykład sprawę czystości...wiele osób uważa, że kierowcy to ludzie którzy w trasie nie myją się wcale i nie dbają o higienę. Przez te 11 lat kiedy jeżdżę z ojcem nigdy nie miałem problemu z utrzymaniem higieny. Na stacjach są prysznice (płatne ale myślę, że dla normalnego człowieka to nie problem) a mycie zębów czy twarzy oraz golenie można wykonać przy bańce z wodą, która przecież chyba każdy kierowca ma w aucie.
    Oczywiście jak wszędzie na świecie zdarzają się osoby które o te higienę dbają mniej ale one robiły by to niezależnie od wykonywanego zawodu :) takich historii jest mnóstwo i chcąc opisać je wszystkie musiałbym poświęcić kilkanaście godzin na wypisywanie ich :P
Ale gdyby ktoś miał wątpliwości co do jakiejś innej sprawy piszcie w komentach

Pzdr Ciechom ;)

poniedziałek, 14 marca 2011

Troszkę historii....

   Jeżeli chciałbym odnaleźć początek mojej pasji musiałbym wrócić do roku 93 bo to już wtedy zapewne dostałem ją w genach po ojcu ale żeby to zrozumieć trzeba przedstawić jego historie....

  Po ukończonej szkole mechanicznej trafia na obowiązkową służbę wojskową, długo się nie zastanawiając postanawia zostać kierowcą wojskowym i tu zaczyna się tak naprawdę kariera kierowcy gdyż własnie w wojsku robi uprawnienia na ciężarówkę i zaczyna jeździć Star-em ;) . Kilka lat po wojsku spędza na prowadzeniu sklepu meblowego...oczywiście nie siedzi za biurkiem to było zadanie matki, on miał swojego dostawczaka i jeździł po meble do Swarzędza. I tak w roku 93 pojawiam się Ja a ojciec w tajemnicy przed matką rozpoczyna kurs prawa jazdy na Ciągnik Siodłowy z Naczepą i tak po 1.5 roku kończy kompletowanie wszelkich uprawnień i pozwoleń. Niedziela popołudnie ojciec zaczyna pakować torbę...wchodzi mama i pyta co ty robisz?! I wtedy dowiaduje się że przez ten cały czas on robił prawo jazdy i inne potrzebne rzeczy do zostania "Driverem" zagradzając mu drogę wyjścia mówi " wybieraj albo żona i dzieci albo ciężarówki" jak myślicie co zrobił ? nic nie mówiąc sięgnął po torbę i wyszedł. Pojechał w pierwszą trasę do Szwecji.
  Tak bardzo wciągnęły go ciężarówki, że był w stanie porzucić wszystko i zostać kierowcą.....to była jego pasja
i styl życia jaki chciał prowadzić. I teraz ja czuję to samo....jazda ciężarówką jest jedną z niewielu rzeczy które sprawiają mi tyle przyjemności,  zawsze bolało mnie to że ludzie mnie z tego powodu wyśmiewają dlatego dziękuje tym, którzy potrafili to zrozumieć....

Pierwsza trasa do Szwecji 1995r

Dlaczego ?!

   Wiele razy zastanawiałem się na ideą założenia tego bloga, miałem wiele wątpliwości ale w końcu postanowiłem go utworzyć i zobaczymy jak to będzie. Głównym celem tego bloga jest uświadomienie wielu ludziom co to jest naprawdę bycie Zawodowym Kierowcą. Przez te wszystkie lata wielokrotnie spotkałem się z wyśmiewaniem mojej pasji i jak by nie patrzeć kawałka życia bo od 7 roku życie każdą możliwą chwile spędzam w ciężarówce.
   Dlatego mam zamiar poruszyć tutaj wiele spraw dotyczących nie tylko samego transportu ale też tego jak ogromny ma on wpływ na gospodarkę i całe życie w Unii Europejskiej gdyż tylko taką wiedzę posiadam, będą to moje własne doświadczenia, opowiadania kolegów kierowców,spedytorów, i oczywiście mojego ojca który jest Międzynarodowym Kierowcą Zawodowym.
Zapraszam do dalszego śledzenia bloga

Pzdr Ciechom ;)

Wprowadzenie...

Cześć !

W sumie to nie wiem od czego zacząć bo spraw poruszanych na tym blogu będzie zapewne ogrom także może zaczne od info o sobie ;)

18-sto letni Warszawiak zafascynowany transportem drogowym i wszystkim co go dotyczy....tyle o sobie narazie. Myśle, że na początek wystarczy

pzdr Ciechom ;)